„Ja wiem, że nie ma brzydkich kobiet, tylko czasem wina brak” – napisał Darek Dusza w piosence „O, Ziuta”, którą wyśpiewywała ochoczo cała Polska gdzieś w latach 80-tych.

Powiedzieć kobiecie, że jest brzydka, to zranić ją w sposób najbardziej okrutny.

Jednak była na świecie kobietą, którą nazywano najbrzydszą. Julia Pastrana, Meksykanka, która uważana była za dziecko kobiety i małpy. Cała owłosiona, o nadmiernie powiększonych ustach i dziąsłach wzbudzała sensację i odrazę. Pokazywano ją jak dziwoląga na arenach cyrkowych większych miast świata, w tym również w Warszawie. Były to lata XIX wieku. Nie wiedziano, że kobieta cierpi na dwa schorzenia, które zdeformowały jej twarz i ogólny wygląd.

Po śmierci Julia została zabalsamowana i zamknięta w szklanym pudełku w jednym z instytutów naukowych w Oslo. Dopiero 160 lat po śmierci doczekała się godnego pochówku.

Julia Pastrana była kobietą niezwykle inteligentną, jak na ówczesne czasy. Dużo czytała, znała 3 języki obce, kochała muzykę i taniec. Niestety, jej brzydota wynikająca z chorób stała się jej przekleństwem, zakrywającym atuty wewnętrzne.

Kanony urody kobiecej są bezlitosne. Gładka cera, lśniące włosy, prosty nos, ładnie wykrojone usta, itd. Wystarczy zerknąć do któregoś z kolorowych magazynów. Nacisk społeczny i medialny, by być atrakcyjną popycha rzesze ogłupiałych kobiet w otchłanie kompleksów lub do gabinetów chirurgów plastyków. I tylko silne, mądre panie nie poddają się tej medialnej nagonce, znając doskonale swoją wartość.

najbrzydsza kobieta świata