Zachodni krąg cywilizacyjny zakłada równouprawnienie płci. Dotyczy to każdego aspektu życia człowieka. Wedle tego podejścia kobiety i mężczyźni w ujęciu społecznym, humanitarnym są równorzędnymi jednostkami, które stanowią o sobie.

 

Bardziej rzeźbienie niż budowanie masy

Równouprawnienie zakłada, że oboje powinni mieć tę samą pozycję prawną i społeczną, np. otrzymywać to samo wynagrodzenie za tę samą pracę na tym samym stanowisku. Podejście postuluje też, by panie mogły wykonywać te same czynności, co panowie. Nie można zakazać kobietom dostępu do pewnych zawodów. Muszą one mieć szansę próby sił.

Świetnym przykładem jest kulturystyka kobiet. W XIX wieku czy jeszcze we wczesnych dekadach XX kobiety miały bardzo słabą pozycję społeczną. Nie miały praw wyborczych (jako pierwsze otrzymały je panie w Nowej Zelandii oraz – uwaga – w Polsce), nie mogły studiować. Nie mogły robić tego, na co miały ochotę. Żyły trochę jak w więzieniu.

Wiele zmieniło się po II wojnie światowej i w czasach rewolucji seksualnej. Wtedy kobiety wyemancypowały się. Zaczęły wstępować do armii, zapisywać się na studia, piastować wysokie stanowiska w administracji. Zaczęły też uprawiać sport zawodowy, w tym kulturystykę. Pierwsze zawody dla pań zorganizowano w 1970 roku.

Paniom budowa masy mięśniowej i rzeźbienie sylwetki przychodzi z większym trudem niż panom. Dzieje się tak z powodu mniejszej ilości testosteronu, który odpowiada za siłę, szybki metabolizm (cellulit u panów jest właściwie wadą genetyczną albo efektem bardzo dużego zaniedbania swojego zdrowia). Kobiety mają za to więcej estrogenów, które sprzyjają zatrzymywaniu wody w organizmie i kumulowaniu tłuszczu. To sprawia, że zestawy ćwiczeń kulturystycznych dla pań różnią się trochę od tego, jakie wykonują panowie.